Nie mogli przestać się zastanawiać, czym tak naprawdę są te dziwne jaja, gdy pospiesznie wybiegali z domu, z sercami bijącymi z mieszaniny strachu i niedowierzania. Poranne słońce niewiele łagodziło napięcie, rzucając długie cienie na ściany, które teraz wydawały się złowrogie i obce. Niepokój i niepewność przygniatały ich niczym niewidzialny ciężar, sprawiając, że każdy krok na zewnątrz wydawał się cięższy od poprzedniego. Jednak nawet pośród chaosu Lily, która obserwowała całą tę gehennę z progu, poczuła zimny, uporczywy lęk, który osiadał jej głęboko w sercu. W jakiś sposób wiedziała, że nic już nie będzie takie samo.
„To nie są zwykłe jajka” – powiedział w końcu, cicho, ale z nutą, która mroziła im krew w żyłach. Słowa zawisły w powietrzu, ostre i nieuniknione, a dreszcz przebiegł im po plecach. „Musimy się stąd wydostać… natychmiast”. Nie było czasu na pytania, nie było miejsca na wahanie – natarczywość w jego tonie nie znosiła sprzeciwu.