Wybrana przez niego restauracja była absolutnie piękna — łagodne, złote oświetlenie, migoczące świece na każdym stole, muzyk grający delikatne melodie przy wejściu.
To było dokładnie takie miejsce, jakie ktoś wybrałby na oświadczyny. Jej serce biło z niecierpliwości od momentu, gdy dotarli na miejsce i zajęli miejsca.
Zamówił jedno z najdroższych win dostępnych w menu.
„Dziś wieczorem świętujemy coś ważnego” – oznajmił, podnosząc kieliszek w jej stronę.
Co właściwie świętujemy? – zastanawiała się w duchu, nerwowo poprawiając palcami włosy.
Co chwila zerkała na kieszeń jego kurtki, jak ktoś o połowę młodszy, marzący o fajerwerkach i magii.
Wieczór, który wydawał się idealny
Kolacja była pod każdym względem ekstrawagancka — wyśmienity stek, pięknie przyrządzony homar, specjalne dodatki, wykwintne desery, których nie dało się nawet zjeść do końca.
Rozmawiali i śmiali się razem, wspominając swoje pierwsze małe mieszkanie, podróż samochodem, podczas której zepsuł im się samochód na środku niczego, oraz zwierzaka, o którym ciągle mówili, że adoptują „pewnego dnia, wkrótce”.
Naprawdę myślała, że to wreszcie ten moment, na który czekała.
Kiedy rachunek dotarł do ich stolika, nawet na niego nie spojrzała. Była zbyt skupiona na uspokojeniu oddechu i przyspieszonym biciem serca.
Podniósł banknot i spojrzał na niego.
Następnie położył go dokładnie między nimi na stole.
„Razem trzysta osiemdziesiąt dolarów” – powiedział nonszalancko, jakby rozmawiając o pogodzie. „Podzielmy to równo”.
Zamrugała, pewna, że źle zrozumiała.