„Dlaczego mi nie powiedziałaś, siostro?” – w jego głosie słychać było zdumienie, a nie wyrzut.
„Bo ty też nie miałeś wiedzieć”. Spojrzałam mu prosto w oczy. „Ale teraz… teraz mogę powiedzieć tylko tyle: jestem z ciebie dumna”.
Ionuț zamrugał, a trójząb lekko poruszył się w jego dłoni, jakby dopiero teraz poczuł jego prawdziwy ciężar.
Wtedy nagle mój ojciec podszedł bliżej. Wziął głęboki oddech. Wyprostował ramiona – naturalny odruch, wyuczony przez dekady w marynarce wojennej – ale jego głos nie miał już tej samodzielności, jaką miał kiedyś.
„Simona… Przepraszam”.
Dwa słowa. To było to. Dwa słowa, na które czekałam całe życie.
Nie odpowiedziałam od razu. Spojrzałam na morze, które iskrzyło się kilka metrów dalej, na wciąż powiewające flagi, na rodziny, które wstawały z krzeseł, niegotowe zapomnieć sceny, której właśnie były świadkami.
„Ja też” – powiedziałam w końcu. „Ale dzisiaj… dzisiaj nie będziemy się już przed sobą ukrywać”.
W tym momencie mama mnie przytuliła. Ionuț też podszedł bliżej. A po chwili, która wydawała się wyrwana z innego czasu, ojciec objął mnie ramionami, jakby próbował odzyskać wszystkie lata, w których obejmował tylko swój mundur.