Jej własna ciotka – kobieta, którą zawsze lubiła – właśnie schowała coś w płaszczu jej matki, żeby wysłać ją do więzienia.
Od dwóch dni w wiadomościach donoszono o spektakularnym napadzie na sklep jubilerski El Resplandor, znajdujący się w tym samym centrum handlowym, w którym pracowała Carmen. Skradziono diamenty warte miliony dolarów, a policja rozpaczliwie szukała sprawców.
Valeria zerknęła na zegarek.
13:15
Jeśli policja przyjedzie wieczorem i znajdzie to, co ukryła Leticia… winna będzie jej matka.
Strach sprawił, że zadrżała pod kocem. Ale kiedy spojrzała na płaszcz wiszący na ścianie, w jej wnętrzu wzbierało coś silniejszego – gniew, gwałtowny i opiekuńczy.
Nie zamierzała do tego dopuścić.
Gra dopiero się zaczynała.
Valeria zeskoczyła z kanapy, adrenalina natychmiast przegnała resztki snu. Pospieszyła do wieszaka i wsunęła rękę do kieszeni.
W środku znajdował się aksamitny woreczek.
Kiedy go otworzyła, blask niemal ją oślepił.
To był diamentowy naszyjnik – duży, lśniący i najwyraźniej wart fortunę.
Od razu przypomniała sobie doniesienia prasowe. To musiał być główny motyw napadu, unikatowy wzór stworzony przez Dona Alejandra Riosa, właściciela jubilera.
A jego córka Julieta… była koleżanką z klasy Valerii.
Wszystko nagle nabrało sensu.
Leticia musiała być zamieszana w napad. Aby się chronić, planowała wrobić Carmen – kogoś, kto pracował w tym samym centrum handlowym, gdzie doszło do zbrodni.
„Pomyśl, Valeria. Pomyśl” – szepnęła, nerwowo krążąc.
Gdyby po prostu zadzwoniła do matki i wyjaśniła, Carmen mogłaby jej nie uwierzyć. Leticia była jej siostrą. Krew.
Potrzebowała niezbitego dowodu.
Valeria chwyciła telefon i sfotografowała naszyjnik z każdej strony. Następnie ostrożnie włożyła go z powrotem do woreczka.
Wyrzucenie go nie wchodziło w grę – policja i tak by go szukała.
Ale nie mógł zostać w rzeczach matki.
Wtedy coś sobie przypomniała.
Tydzień wcześniej Leticia przyszła na kolację i niechcący zostawiła dużą czarną skórzaną torebkę w szafie w przedpokoju. Jeszcze po nią nie wróciła.
Valeria pobiegła do szafy, wyciągnęła torebkę i schowała naszyjnik głęboko w jednej z ukrytych przegródek.
Jeśli policja znajdzie klejnot, odkryje go wśród rzeczy prawdziwego przestępcy.
Mimo to potrzebowała dowodu na to, że Leticia była w mieszkaniu.
Nagle przypomniała sobie o małej, ukrytej kamerze bezpieczeństwa zainstalowanej w wizjerze w drzwiach po napadzie na budynek kilka miesięcy wcześniej.
Valeria wyciągnęła stołek na korytarz, wspięła się na niego i wyjęła maleńką kartę SD. Włożyła ją do laptopa matki i przeszukała nagrania.
Serce jej podskoczyło.