Zeszłam do kuchni z spokojem, który spowodował, że wszyscy się spięli. Zapach gorącej czekolady nie miał nic wspólnego ze spokojem – to była gra psychologiczna. I miałam ją wygrać.
Mama podała mi kubek, ręce jej drżały. Wzięłam go, upiłam łyk i uśmiechnęłam się.
— Dziękuję, mamo. Pyszne. Tak jak robiłaś, gdy byłam mała.
Andżelika pocierała dłonie. Tata unikał kontaktu wzrokowego. Emma, niewinna, siedziała przy stole i bawiła się łyżeczką w kubku.