Dyrektor poprosił wszystkich, którym Johnny kiedykolwiek pomógł, o wstanie. Najpierw nauczyciel, potem chłopak z drużyny lekkoatletycznej, potem dwóch kolejnych i dziesięciu… W ciągu kilku minut wstała już ponad połowa klasy.
Cisza przerodziła się w oklaski. Koledzy, którzy się śmiali, zwiesili głowy ze wstydu.
Wziąłem mikrofon i powiedziałem tylko: „Mam nadzieję, że uczyniłem cię dumnym, tato”.
Wieczór zakończył się na cmentarzu. W złotym świetle zachodzącego słońca położyłem dłoń na jego nagrobku i wyszeptałem: „Udało mi się, tato. Byłeś ze mną wszędzie”.