„W takim razie zostaw mi spadek” – powiedziałem, choć wiedziałem, że to niemożliwe.
„Prawo stanu Wirginia na to nie pozwala. Kobiety nie mogą dziedziczyć samodzielnie, a już na pewno nie…” Wskazała na mój wózek inwalidzki, nie mogąc dokończyć zdania. „Więc co sugerujesz?”
Josiah jest najsilniejszym mężczyzną w tej posiadłości. Jest inteligentny. Tak, wiem, że potajemnie czyta. Nie zdziw się. Jest zdrowy, zdolny i z tego, co słyszałem, życzliwy pomimo swojej postury. Nie opuści cię, bo ma prawny obowiązek zostać. Będzie cię chronił, zapewni ci byt i zaopiekuje się tobą.
Logika była przerażająca i nieskazitelna.
„Zapytałaś go?” – nalegałam.
„Jeszcze nie. Chciałem ci powiedzieć wcześniej.”
„A co jeśli odmówię?”
W tym momencie twarz mojego ojca postarzała się o dziesięć lat. „Wtedy będę dalej szukał białego męża, oboje będziemy wiedzieć, że mi się nie uda, a po mojej śmierci spędzisz resztę życia w pensjonatach, zdany na łaskę krewnych, którzy uważają cię za ciężar”.
Miał rację. Nienawidziłem tego, że miał rację.
„Czy mogę się z nim spotkać? Porozmawiajcie z nim, zanim podejmiecie tę decyzję, dla was obojga”.
„Jasne. Jutro.”
Następnego ranka przyprowadzili Josiaha do domu. Stałem przy oknie w salonie, gdy usłyszałem ciężkie kroki w korytarzu. Drzwi się otworzyły. Wszedł mój ojciec, a wtedy Josiah się uchylił – naprawdę się uchylił – żeby zmieścić się w drzwiach.
Boże, jaki on był ogromny. 195 cm czystej muskulatury i krągłości, ramiona ledwo dotykały ciała, dłonie pokryte bliznami po oparzeniach, które wyglądały, jakby mogły kruszyć kamień. Jego ogorzała, brodata twarz i oczy przeskanowały pokój, nie zatrzymując się na mnie. Stał z lekko pochyloną głową i splecionymi dłońmi, niczym niewolnik w domu białego człowieka.
Ten brutal był dla niego idealny. Wyglądał, jakby mógł zburzyć dom gołymi rękami. Ale wtedy mój ojciec przemówił.
„Josiah, to moja córka, Elellaner.”
Wzrok Josiaha spoczął na mnie na pół sekundy, po czym znów spuścił wzrok. „Tak, proszę pana”. Jego głos był zaskakująco miękki, głęboki, a jednocześnie delikatny, niemal kojący.
„Ellaner, wyjaśniłem sytuację Josiahowi. Zrozumiał, że będzie odpowiedzialny za twoją opiekę”.
Udało mi się przemówić, choć drżałam. „Josiah, czy rozumiesz, co proponuje mój ojciec?”
Kolejne szybkie spojrzenie na mnie. „Tak, panienko. Będę twoim mężem, będę cię chronił, będę ci pomagał”.
„I zaakceptowałeś to?”
Wydawał się zdezorientowany, jakby myśl, że jej zgoda może mieć dla niego znaczenie, była mu obca. „Pułkownik powiedział, że musi pani to zrobić, panienko”.
„Ale czy naprawdę tego chcesz?”
Pytanie go zaskoczyło. Jego oczy spotkały się z moimi. Ciemnobrązowe, zaskakująco łagodne jak na tak groźną twarz. „Ja… ja nie wiem, czego chcę, panienko. Jestem niewolnikiem. Zazwyczaj to, czego chcę, nie ma znaczenia”.
Ta szczerość była jednocześnie brutalna i bezwzględna. Mój ojciec odchrząknął. „Może powinniście porozmawiać na osobności. Będę w gabinecie”.
Wyszedł, zamknął drzwi i zostawił mnie samą z dwumetrowym niewolnikiem, który podobno był moim mężem. Żadne z nas nie odzywało się przez godziny.
„Chcesz usiąść?” – zapytałem w końcu, wskazując na krzesło przede mną.
Josiah przyjrzał się delikatnemu meblowi z haftowanymi poduszkami, a potem jej imponującej sylwetce. „Nie sądzę, żeby to krzesło mnie utrzymało, panienko”.
„A potem sofa.”
Ostrożnie usiadł na krawędzi. Nawet siedząc, był ode mnie wyższy. Jego dłonie spoczywały na kolanach, każdy palec przypominał małą maczugę, naznaczoną bliznami i odciskami.
Czy ty się mnie boisz, panienko?
"Czy tak powinno być?"
„Nie, proszę pani. Nigdy bym cię nie skrzywdził. Przysięgam.”
"Nazywają cię brutalem."
Skrzywił się. „Tak, proszę pani. Ze względu na mój rozmiar. Bo jestem przerażający. Ale nie jestem brutalny. Nigdy nikogo nie skrzywdziłem. Nie celowo”.
„Ale mógłbyś, gdybyś chciał.”
„Mógłbym”. Spojrzał mi ponownie w oczy. „Ale nie zrobiłbym tego. Nie z tobą. Nie z nikim, kto na to nie zasługuje”.
Coś w jej oczach – smutek, rezygnacja, słodycz, która nie pasowała do jej wyglądu – kazało mi podjąć decyzję.
Josiah, chcę być z tobą szczery. Nie chcę tego bardziej niż ty prawdopodobnie. Mój ojciec jest zdesperowany. Nie jestem dobrą kandydatką na męża. Uważa, że jesteś jedynym rozwiązaniem. Ale jeśli mamy to zrobić, muszę wiedzieć. Czy jesteś niebezpieczny?
„Nie, proszę pani.”
Czy jesteś okrutny?
„Nie, proszę pani.”
"Czy chcesz mi zrobić krzywdę?"
„Nigdy, panienko. Przysięgam na wszystko, co uważam za święte”.
Jego szczerość była niezaprzeczalna. Naprawdę wierzył w to, co mówił.
„Mam jeszcze jedno pytanie. Czy potrafisz czytać?”
Pytanie go zaskoczyło. Na jego twarzy pojawił się błysk strachu. Czytanie było nielegalne dla niewolników w Wirginii. Ale po długiej ciszy powiedział cicho: „Tak, proszę pani. Sam się nauczyłem. Wiem, że to zabronione, ale… nie mogłem się powstrzymać. Książki to bramy do miejsc, których nigdy nie odwiedzę”.
„Co czytasz?”
„Cokolwiek znajdę. Stare gazety, czasem pożyczone książki. Czytam powoli. Niewiele się nauczyłem, ale czytam.”
„Czytałeś kiedyś Szekspira?”
Jej oczy się rozszerzyły. „Tak, proszę pani. W bibliotece jest stary egzemplarz, którego nikt nie dotyka. Czytałam go wczoraj w nocy, kiedy wszyscy spali”.
„Jakie prace są zagrożone?”
„Hamlet, Romeo i Julia, Burza”. Jego głos mimowolnie nabrał entuzjazmu. „Burza to mój ulubiony film. Prospero kontroluje wyspę za pomocą magii. Ariel tęskni za wolnością. Kaliban traktowany jak potwór, ale być może bardziej ludzki niż ktokolwiek inny”. Urwał gwałtownie. „Przepraszam panią. Za dużo gadam”.
„Nie” – odpowiedziałem z uśmiechem. To był pierwszy raz, kiedy naprawdę się uśmiechnąłem w tej dziwnej rozmowie. „Mów dalej. Opowiedz mi o Kalibanie”.
I stało się coś niezwykłego. Josiah, olbrzymi niewolnik znany jako Bruta, zaczął mówić o Szekspirze z inteligencją, która zaimponowałaby profesorom uniwersyteckim.
Kaliban zostaje napiętnowany jako potwór, ale Szekspir pokazuje nam, że został zniewolony, jego wyspa skradziona, a magia jego matki zignorowana. Prospero nazywa go dzikusem, ale Prospero przybył na wyspę i zabrał wszystko, łącznie z samym Kalibanem. Kim więc jest prawdziwy potwór?
Czy uważasz, że Caliban jest postacią, z którą możesz się utożsamić?
„Widzę Calibana jako człowieka, traktowanego jako coś gorszego, ale jednak człowieka”. Jego głos ucichł. „Jak… jak niewolnicy”.
"Skończyłem."
„Tak, proszę pani.”
Aby kontynuować czytanie, kliknij poniżej (DALEJ).