…Stary dom powitał ją ciszą. Camilla zatrzymała się przy furtce i przez kilka sekund po prostu patrzyła na okna. Kiedyś było tu światło, plany, życie. Teraz — obca, uporządkowana pustka. Klucz obrócił się z trudem. Zamek kliknął i weszła do środka. W przedpokoju stały damskie buty. Na lustrze wisiał lekki szal. Wszystko było obce. Jej już tu nie było. Przeszła do salonu. Ich stare zdjęcie zostało przesunięte w róg, niemal ukryte. Camilla uśmiechnęła się krzywo. — Wiedziałem, że najpierw przyjdziesz tutaj. Odwróciła się. Adrien stał w drzwiach gabinetu. Ten sam — opanowany, pewny siebie. Tylko w jego oczach przemknęło coś niepokojącego. — Niezbyt ciepłe powitanie — powiedziała spokojnie. — Chociaż po tobie nie spodziewałam się niczego innego. — Sama podpisałaś te dokumenty — odpowiedział chłodno. — Nie mam z tym nic wspólnego.
Camilla patrzyła na niego bez gniewu. — Nadal? Nawet teraz? Uśmiechnął się drwiąco: — Byłaś najsłabszym ogniwem. Przeszkadzałaś. — Po prostu przestałam być wygodna. Ze schodów zeszła młoda kobieta. Zobaczyła Camillę i zamarła. — Adrien… kto to? — Nikt — rzucił ostro. Camilla spojrzała na nią. — Jestem jego żoną. Jeszcze. Twarz kobiety pobladła. — Mówiłeś, że to już dawno skończone… — Livia, nie zaczynaj. — On lubi opowiadać tę samą historię — powiedziała cicho Camilla. Adrien zrobił krok do przodu, wyraźnie zirytowany: — Po co tu przyszłaś? Wyjęła teczkę i położyła ją na stole. — Jutro ktoś do ciebie przyjdzie. Śledczy. I urząd skarbowy. Uśmiechnął się: — Blef. — Sprawdź. Otworzył teczkę. Przewrócił kilka stron — i zamarł. Pewność siebie zniknęła. — Skąd to masz? — Miałam czas, żeby pomyśleć. I znalazłam ludzi.
— Niczego nie udowodnisz. — Już udowodniłam. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Ostro. Natarczywie. Livia drgnęła. Adrien znieruchomiał. Dzwonek zabrzmiał ponownie. Drzwi otwarto niemal natychmiast. Do domu weszły trzy osoby. — Pan Adrien Morel? Proszę iść z nami. Wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Zbyt prosto. Adrien odwrócił się do Camilli: — Myślisz, że wygrałaś? Po więzieniu nikomu nie będziesz potrzebna. Podeszła bliżej. — Nie muszę wracać tam, gdzie mnie zdradzono. Chciałam tylko, żebyś zrozumiał: przeżyłam. Chciał coś powiedzieć, ale już go wyprowadzano. Livia opadła na fotel, zakrywając twarz dłońmi. W domu zaszeleściły papiery, rozległy się obce kroki. Camilla wyszła. Na ganku zatrzymała się. Wciągnęła chłodne powietrze. Spodziewała się radości. Zemsty. Ulgi. Ale w środku była tylko cisza. Zeszła po schodach i ruszyła w stronę furtki. Gdy furtka zamknęła się za jej plecami, Camilla na chwilę uniosła twarz ku niebu. Przed nią było życie. Bez niego. Bez przeszłości. I po raz pierwszy od dawna — tylko jej.