Ostre. Fałszywe. Znajome.
Spojrzałem w górę.
I tam była.
Przez jakąś głupią sekundę znów miałam 17 lat.
Madison.
Wyglądała drogo. Idealna fryzura. Kremowy płaszcz. Wysokie obcasy. Typ kobiety, która wchodzi do pokoju, oczekując, że wszystko wokół niej się zmieni.
Przez jakąś głupią sekundę znów miałam 17 lat.
Tabela 14.
Kopalnia.
Jej wyraz twarzy zmieniał się etapami.
Podszedłem z notesem i moim najpiękniejszym restauracyjnym uśmiechem. Czułem już ucisk w klatce piersiowej.
Na początku mnie nie poznała. Sprawdzała telefon. Potem podniosła wzrok.
Jej wyraz twarzy zmieniał się etapami.
Dezorientacja.
Uznanie.
Rozkosz.
Madison nie spuszczała ze mnie wzroku.
Oparła się o krzesło i wpatrywała się. „O mój Boże”.
Starałem się mówić spokojnie. „Dobry wieczór. Czy mogę zacząć od wina gazowanego czy niegazowanego?”
Zaśmiała się cicho. „Czekaj. Czy to na serio ty?”
Zapytałem: „Czego byś się napił?”
Jej przyjaciółka spojrzała między nami. „Znasz ją?”
Madison nie spuszczała ze mnie wzroku. „Chodziliśmy razem do liceum”.
„Zawsze zachowywałeś się, jakbyś chciał udowodnić wszystkim, że się mylą.”
Potem się uśmiechnęła.
Ten sam uśmiech. Ten sam chłód pod spodem.
„Wow. Jesteś kelnerką.”
Zachowałem neutralny wyraz twarzy. „Czego chcesz się napić?”
Znów się zaśmiała. „Spokojnie. Jestem po prostu zaskoczona. Zawsze zachowywałeś się, jakbyś chciał udowodnić wszystkim, że się mylą”.
„Mrożona herbata, woda czy koktajle?” – zapytałem.
Przyjaciel zamówił lampkę wina, nie patrząc na mnie.
Jej przyjaciółka poruszyła się na krześle. „Madison…”
Ale Madison już się dobrze bawiła.
„Wezmę martini” – powiedziała. Potem zerknęła na mój fartuch. „Robisz to na pełen etat?”
„Nie” – powiedziałem. „Co chciałby twój gość?”
Przyjaciel zamówił lampkę wina, nie patrząc na mnie.
Odwróciłam się, żeby wyjść, a Madison zawołała za mną: „Hej”.
Moja dłoń zacisnęła się na podpasce tak mocno, że aż się wygięła.
Zatrzymałem się.
Przechyliła głowę. „Czy twoja mama nadal wykonuje te smutne, drobne prace?”
Zamarłem zupełnie.