Miał 15 lat – zabił procą 29 łowców niewolników – nigdy go nie odnaleziono (1851)

Miał 15 lat – zabił procą 29 łowców niewolników – nigdy go nie odnaleziono (1851)

Morrison leżał na ziemi, drżąc przez jakieś 15 sekund, wierzgając nogami, drapiąc się po pustce. Potem znieruchomiał. Isaiah obserwował z drzewa, widział śmierć Morrisona, czuł, jak drżą mu ręce, nie ze strachu, nie z poczucia winy, lecz z powodu adrenaliny zalewającej jego organizm. Ze świadomości, że właśnie zabił człowieka, że ​​to było łatwe, że Morrison nigdy się tego nie spodziewał.

Isaiah odczekał jeszcze pięć minut, aby upewnić się, że Morrison naprawdę nie żyje i psy nie wracają. Następnie zszedł z drzewa, ostrożnie podszedł i sprawdził, czy Morrison nie ma tętna. Kamień utkwił w czaszce Morrisona, wbity w kość siłą uderzenia. Isaiah go nie wyciągnął.

Dotknięcie ciała było zbyt ryzykowne. Odwrócił się i zniknął w lesie, poruszając się szybko, ale ostrożnie, nie pozostawiając śladu. Całe zdarzenie, od strzału do odejścia, trwało niecałe 3 minuty. Ciało Morrisona zostało znalezione 3 dni później przez innego łowcę niewolników, który poszedł szukać, gdy Morrison nie wrócił. Przyczyna zgonu była oczywista.

Rozległe pęknięcie czaszki w lewej skroni. Ale mechanizm był zagadkowy. Brak rany postrzałowej, brak śladów ostrza, jedynie okrągłe wgłębienie w czaszce o średnicy około cala z gładkim kamieniem wbitym w kość. Lokalny szeryf zbadał ciało i stwierdził, że Morrison upadł i uderzył głową o skałę. Sprawa zamknięta.

Wypadek. Isaiah popełnił morderstwo idealne. Drugie zabójstwo nastąpiło dwa tygodnie później, 18 listopada 1851 roku. Thomas Whitfield, lat 38, kolejny samotny łowca niewolników, który pracował z psami. Isaiah zaatakował go z zasadzki na szlaku w pobliżu rzeki Edeto. Tą samą metodą, kamieniem w głowę z wysokości 18 metrów. Whitfield upadł bezszelestnie. Jego psy uciekły.

Isaiah zniknął. Ciało znaleziono 4 dni później. Ponownie stwierdzono nieszczęśliwy wypadek w wyniku upadku. Trzecie zabójstwo miało miejsce w grudniu 1851 roku. Marcus Johnson, lat 45. Johnson był ostrożniejszy niż dwaj poprzedni, nieustannie rozglądając się po lesie i nigdy nie zatrzymując się na dłużej. Ale ostrożność nie wystarczyła. Isaiah czekał w miejscu przez 6 godzin, zanim Johnson w końcu zatrzymał się w odpowiednim miejscu.

Jeden kamień, strzał w skroń, martwy, zanim uderzył o ziemię. Ale tym razem partner Johnsona, Samuel Brooks, znalazł ciało w ciągu kilku godzin i zauważył coś niepokojącego. W pobliżu ciała Johnsona nie było żadnych kamieni, które mogłyby spowodować pęknięcie czaszki. Uraz znajdował się w górnej części głowy, co wykluczało upadek, chyba że spadł ze znacznej wysokości.

Ale w pobliżu nie było żadnych klifów ani półek skalnych. Brooks zgłosił to szeryfowi, który przeprowadził dokładniejsze badania i odkrył coś niepokojącego. Johnson, Whitfield i Morrison zmarli z powodu niemal identycznych obrażeń. Okrężne złamania czaszki, wszystkie w obrębie głowy lub skroni. Wszystkie mniej więcej tej samej wielkości.

Trzech łowców niewolników zginęło w ciągu sześciu tygodni. Wszyscy z powodu tajemniczych urazów głowy. Szeryf stwierdził, że zgony były morderstwami, a nie wypadkami. Ale jak? Żadnych kul, ostrzy, świadków, dowodów, tylko trzech martwych mężczyzn ze zmiażdżonymi czaszkami. Szeryf ostrzegł pozostałych łowców niewolników w hrabstwie Cherokee, aby podróżowali w grupach i zachowali czujność.

Ktoś lub coś zabijało ich w lesie. Zaczęto nazywać to górską klątwą. Niektórzy uważali, że to atak niedźwiedzia. Inni twierdzili, że zemścił się duch lub leśny duch. Nieliczni podejrzewali, że to zbiegły niewolnik ukrywający się w górach. Ta teoria wydawała się jednak mało prawdopodobna. Żaden zbiegły niewolnik nie przetrwałby miesięcy zimy w Georgii.

Żaden z nich nie rozumiał, z czym ma do czynienia. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, że ściga ich piętnastoletni chłopak z procą, który zabił już trzy razy i dopiero zaczynał. Od stycznia do kwietnia 1852 roku, kolejne cztery zabójstwa. Isaiah był metodyczny. Nigdy nie uderzył dwa razy w to samo miejsce.

Zmieniał czas między kolejnymi zabójstwami, czasami czekając 3 tygodnie, a czasami tylko jeden. Starannie dobierał cele, zawsze łowcy niewolników, którzy pracowali samotnie lub w parach, zawsze zastawiając zasadzki w miejscach, gdzie ich ciała nie zostałyby natychmiast odnalezione. Każda ofiara była identyczna w metodzie: kamień w głowę, zazwyczaj w skroń lub czubek czaszki. Natychmiastowa śmierć, cicha, niewidzialna.

Umiejętności Isaiaha rozwinęły się do tego stopnia, że ​​potrafił dokładnie przewidzieć, gdzie trafi kamień, biorąc pod uwagę odległość, kąt i ruch celu. Celował w świątynię, ponieważ kość była tam najcieńsza. Kamień uderzający w świątynię z odległości 60 metrów nie tylko roztrzaskiwał czaszkę. Wbijał odłamki kości w mózg, powodując natychmiastowe, katastrofalne uszkodzenia.

Śmierć była natychmiastowa. Żadnego cierpienia. Isaiah nie był sadystą. Był skuteczny. Ale każde zabójstwo ciążyło na nim inaczej, niż się spodziewał. Myślał, że zemsta da mu satysfakcję. Nie dała. Za każdym razem, gdy patrzył, jak ktoś pada martwy ze swojego kamienia, Isaiah nic nie czuł. Żadnej radości, żadnej satysfakcji, żadnego poczucia spełnienia, tylko mechaniczne potwierdzenie.

Cel zdjęty. Przejdź do następnego. Stawał się dokładnie tym, kim uczynił go system – zabójcą, który nic nie czuje, bo odczuwanie czegokolwiek jest niebezpieczne. Jedynym uczuciem, na jakie sobie pozwalał, było wspomnienie twarzy ojca w chwili, gdy trafiła go kula. To wspomnienie napędzało wszystko.

To wspomnienie podtrzymywało go przy życiu podczas zimnych nocy spędzonych na drzewach. To wspomnienie uspokoiło jego dłoń, gdy naciągnął procę. To wspomnienie było wszystkim, co mu zostało po Jacobie Riversie, a Isaiah chronił je jak święty płomień, któremu nigdy nie wolno było pozwolić zgasnąć. Do maja 1852 roku w hrabstwie Cherokee zginęło siedmiu łowców niewolników. Miejscowy szeryf, przytłoczony sytuacją i niezdolny do rozwiązania morderstw, zwrócił się o pomoc do władz stanowych.

Georgia wysłała śledczych – doświadczonych mężczyzn z Atlanty, którzy mieli do czynienia z buntami niewolników i zbiegami. Zbadali ciała, przesłuchali świadków, systematycznie przeszukali lasy. Nic nie znaleźli. Żadnych śladów, ponieważ Isaiah zawsze strzelał ze skalistych terenów, gdzie nie było śladów stóp, lub z drzew, które nie pozostawiały śladów na ziemi.

Żadnej porzuconej broni, ponieważ Izajasz zawsze nosił przy sobie procę, a same kamienie były nie do odróżnienia od tysięcy innych kamieni rzecznych rozrzuconych po lesie. Żadnych świadków, ponieważ Izajasz strzelał tylko wtedy, gdy był pewien, że jest sam na sam ze swoim celem, a w zasięgu wzroku i słuchu nie było innych myśliwych ani wędrowców.

Śledczy doszli do wniosku, że mają do czynienia z osobą o wysokich kwalifikacjach, prawdopodobnie zbiegłym niewolnikiem z doświadczeniem wojskowym lub myśliwskim, który systematycznie eliminował łowców niewolników w ramach zemsty. Mieli rację. To była systematyczna eliminacja. To była zemsta, ale nie chodziło o zbiegłego niewolnika. Chodziło o obecnego niewolnika, który każdego ranka stawiał się do pracy i nigdy nie opuścił ani jednego dnia.

back to top