Nie miałem czasu na oddech. Kontradmirał stał tam, czekając, a w jego oczach zobaczyłem coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem od rodziny: bezwarunkowy szacunek.
Wstałem powoli, jakby każdy ruch mógł wywołać eksplozję. Ludzie robili miejsce, szepcząc między sobą, a mój ojciec również wstał, jakby mechanicznie, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Kontradmirał podszedł do mnie i wyciągnął rękę. To był prosty ruch, ale w tej chwili przerwał na pół historię, którą moja rodzina powtarzała latami.