Rozpoznała ten ton w głosie Travisa. Ostry ton. Fałszywa brawura. Uśmiech, który nosił, gdy jedna lekkomyślna decyzja dzieliła go od katastrofy.
Do północy stracił więcej pieniędzy, niż Naomi w ogóle wiedziała. Usłyszała fragmenty rozmowy z jadalni.
„Podwójnie albo nic.”
„Skończyłeś, Travis.”
„Nie mów mi, kiedy skończę.”
Mężczyźni roześmiali się, ale z wymuszonym śmiechem. Naomi podeszła bliżej, wycierając dłonie w ręcznik, i zobaczyła, jak Travis rzuca ostatnią kartę w geście buntu. Dean Holloway, jego najstarszy przyjaciel, odchylił się do tyłu, wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
„Nie masz gotówki” – rzekł Dean beznamiętnie.
Travis, pijany i wściekły, wskazał na Naomi.
„W takim razie rozwiążę to inaczej.”
W pokoju zapadła cisza.
Na początku Naomi pomyślała, że się przesłyszała. Potem zobaczyła miny wokół stołu. Nikt się nie roześmiał. Nikt się nie poruszył.
Dean zmarszczył brwi. „Jesteś pijany”.
Travis uśmiechnął się krzywo. „Jedna noc z żoną. Dług spłacony”.
Naomi poczuła, jak powietrze opuszcza jej płuca.
„Co właśnie powiedziałeś?” zapytała.
Travis odwrócił się do niej z tym swoim niechlujnym, okrutnym uśmiechem. „Idź i spłacaj mój dług, głupia kurwo”.
Zanim zdążyła się cofnąć, chwycił ją za ramię na tyle mocno, że aż bolało, i popchnął w stronę korytarza. Kilku gości wstało, zaskoczonych, ale zbyt oszołomionych – albo zbyt tchórzliwych – by zareagować. Dean wstał i powiedział: „Travis, przestań”.
Ale Travis już wepchnął Naomi do pokoju gościnnego i otworzył drzwi, jakby oddawał czyjąś własność.
Naomi potknęła się, chwytając się komody. Serce waliło jej tak głośno, że słyszała je. Dean stał w drzwiach, z twarzą pozbawioną rozbawienia – teraz jedynie ponurą.
Za nim Travis bełkotał: „No i co? Odbierz”.
Dean wszedł do środka i cicho zamknął drzwi.
Pięć minut później otworzyły się ponownie.
Dean wyszedł blady jak śmierć, z drżącymi rękami i twarzą pozbawioną wszelkich kolorów.
Cała grupa zamarła.
Travis wyprostował się, zdezorientowany. „Co do cholery się stało?”
Dean spojrzał na niego tak, jakby widział go po raz pierwszy.
Wtedy z wnętrza pokoju dobiegł głos Naomi, na tyle spokojny i zimny, że mógł schłodzić wszystkich słuchaczy:
„Możesz im powiedzieć, co ukrywałeś, Travis. Albo ja to zrobię.”
Przez kilka długich sekund nikt na korytarzu się nie poruszył.
Muzyka z salonu wciąż grała, absurdalnie radosna w porównaniu z ciszą, która zapanowała w domu. Dean stał przy drzwiach, jakby miał zwymiotować. Travis wpatrywał się w niego, a irytacja przerodziła się w podejrzliwość.
„Co ona ci powiedziała?” – zapytał Travis.
Dean nie odpowiedział.
Zamiast tego spojrzał w dół korytarza, w stronę jadalni, gdzie na stole wciąż leżały karty, puste butelki i porozrzucane banknoty. Potem spojrzał z powrotem na Travisa i powiedział cicho: „Zwariowałeś”.
Naomi wyszła z sypialni.
Nie wyglądała na kogoś, kto właśnie został przyparty do muru. Blada, owszem – ale opanowana. Opanowana. W jednej ręce trzymała telefon.
„Wszyscy powinni stąd wyjechać” – powiedziała