Rankiem Pasha poczuł dziwne napięcie w sercu, którego nie potrafił nazwać.
Kiedy miał niecałe pięć lat, jego świat legł w gruzach.
Matki już nie było.
Stał nieruchomo w kącie pokoju, mały, przestraszony, wpatrując się w nieznane twarze, szeptające między sobą i unikające jego spojrzenia. Nie rozumiał, dlaczego wszyscy zachowują się tak dziwnie, dlaczego nikt się nie uśmiecha, dlaczego obejmują go delikatnie, mówiąc: „Bądź dzielny, maluchu”, jakby wydarzyła się straszna tragedia.