Nikt nie wyjaśnił mu prawdy. Dla Pashy najważniejsze było jedno: nie widział już matki. I to wystarczyło.
Ojciec, kiedyś silna i ciepła obecność, teraz był cieniem człowieka — siedział w milczeniu, oddzielony od wszystkiego, jakby był duchem w swoim własnym domu. Brakowało objęć, wieczornych bajek, słów pocieszenia.
Kiedy wreszcie zaprowadzono go przed trumnę, Pasha stał długo w bezruchu. Matka leżała blada i nieruchoma, zupełnie inna niż ciepła kobieta z jego wspomnień. Wyglądała jak porcelanowa lalka, zimna i bez życia. Ten widok przerażał go tak bardzo, że nigdy już nie podszedł bliżej.
Po jej śmierci wszystko straciło kolory. Świat stał się szary, pusty i cichy.