Decyzja już podjęta
Rozmowa była krótka i dziwnie uprzejma.
W pomieszczeniu rozbrzmiewał żargon korporacyjny — sformułowania takie jak „zmiany organizacyjne” i „okres przejściowy”.
Ale znaczenie było oczywiste.
Moje biurko miało stać się jej biurkiem.
Skinęłam głową, starając się mówić spokojnie i profesjonalnie, chociaż poczułam ucisk w żołądku na myśl o tym, że decyzja została podjęta na długo przed rozpoczęciem tego spotkania.
Wtedy, gdy już wstawałem, żeby wyjść, mój kierownik sięgnął po stos folderów leżących na jego biurku.
Nieoczekiwana prośba
„Zanim wyjdziesz” – powiedział, przesuwając teczki w moją stronę – „czy mógłbyś skończyć te raporty do przyszłego piątku? To naprawdę pomogłoby w przejściu”.
Przez chwilę po prostu spojrzałem na stos.
Raporty wymagające wielu godzin pracy.
Raporty, które ułatwiłyby komuś pierwszy tydzień.
Ale nie sprzeciwiałem się.
Po prostu skinąłem głową, wziąłem teczki i wyszedłem z biura, niosąc dwie rzeczy:
Kartonowe pudełko z moimi rzeczami.
I burza emocji, których nie chciałam okazać.