I było nieskończenie większe.
Na zewnątrz zimne powietrze Bukaresztu uderzało mnie w policzki, ale po raz pierwszy od lat nie czułem chłodu.
Dzieci ściskały mnie za ręce. Radu, najodważniejszy, szedł prosto przed siebie, z odchylonymi do tyłu ramionami. Matei z zaciekawieniem patrzył w kamery. Luca i David szeptali do siebie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego tak wiele osób patrzyło na nas jak na celebrytów.
Dla nich to był po prostu wieczór, kiedy moja mama ściskała ich ręce mocniej niż zwykle.
Dla mnie to było pełne koło.