Kiedy wsiadłem do samochodu, poczułem, jak uginają się pode mną kolana. Nie ze słabości. Z wyzwolenia.
Pięć lat spania po trzy godziny na dobę.
Pięć lat zmieniania pieluch między spotkaniami online z inwestorami.
Pięć lat jedzenia zimnych bajgli w biurze, podczas gdy moi programiści pracowali do rana.
Nikt tego nie widział tamtej nocy.
Widzieli tylko sukces.
Nie chodzi o cenę.
Pamiętałem pierwszy dzień po tym, jak opuściłem ich dom. Miałem walizkę, papier dłużny na 550 milionów lei i cztery małe serca, które we mnie rosły.
Wszyscy powiedzieliby mi, żebym zebrał pieniądze i żył w pokoju.
Ale ja nie chciałem spokoju.
Chciałem godności.