Radu ukląkł i zebrał garść ziemi.
— To niemożliwe… — wyszeptał.
Pracował tak dzień po dniu. Sąsiedzi przejeżdżali samochodami, śmiali się, trąbili, krzyczeli:
— Co robisz, panie Radu, szukasz złota?
Po tygodniu Ana przyszła znowu.
Znalazła ojca wychudzonego, spalony słońcem, ale z żywymi oczami.
— Tato… — powiedziała cicho.
Radu zaprowadził ją na środek okręgu z dużych głazów. Tam, gdzie ziemia była oczyszczona, widać było równą, zwartą powierzchnię.
— Spójrz — powiedział. — To nie jest naturalne.
Zaczęli kopać razem.
Kilka dni później łopata Any trafiła na coś twardego.