„Kto by na ciebie spojrzał, kurczaku?” – zaśmiał się mąż, nie podejrzewając, że rozliczenie jest już bliskie.  Ana stała przy kuchence, ostrożnie obracając klopsiki z kurczaka, gdy Mihai wszedł do kuchni. Rzucił klucze na stół z głośnym brzękiem, który sprawił, że podskoczyła.  „Tylko tyle potrafisz zrobić?” mruknął, rzucając pogardliwe spojrzenie na patelnię. „Pracuję jak niewolnik i wracam do domu, żeby w kółko zastać to samo niesmaczne jedzenie”.  Ana bez słowa położyła kl… Voir plus

„Kto by na ciebie spojrzał, kurczaku?” – zaśmiał się mąż, nie podejrzewając, że rozliczenie jest już bliskie. Ana stała przy kuchence, ostrożnie obracając klopsiki z kurczaka, gdy Mihai wszedł do kuchni. Rzucił klucze na stół z głośnym brzękiem, który sprawił, że podskoczyła. „Tylko tyle potrafisz zrobić?” mruknął, rzucając pogardliwe spojrzenie na patelnię. „Pracuję jak niewolnik i wracam do domu, żeby w kółko zastać to samo niesmaczne jedzenie”. Ana bez słowa położyła kl… Voir plus

Słowo „moimi” unosiło się między nimi jak policzek.

— Od kiedy masz pieniądze? — wymusił śmiech.

Ana wstała.

— Od kiedy przestałam wrzucać je w dziury bez dna.

Mihai zamarł.

Kilka dni później Ana zrobiła coś, co po cichu planowała. Poszła do notariusza. Potem do banku. Potem do prawnika, którego poleciła jej stara przyjaciółka, z którą odnowiła kontakt.

Wszystko było jasne.

Wszystko było udokumentowane.

Wieczorem, kiedy położył teczkę na jej stole, Mihai się roześmiał.

— Co to jest? Rachunki? No dalej, kurczaczku, nie zanudzaj mnie.

Ana spojrzała mu prosto w oczy.

— Rozwód.

Jej śmiech ucichł.

back to top