Chwyciłem zardzewiałą łopatę opartą o ścianę i uderzałem nią o kłódkę raz po raz, aż metal pękł.
Gdy drzwi w końcu się otworzyły, ze środka buchnęła fala gorąca i stęchłego powietrza.
W szopie panowały ciemności, jedynie przez szczelinę w ścianie sączył się cienki promień zachodzącego słońca.
A na rogu…
moja córka.
Znalazłszy moją córkę w ciemnościach,
Ava leżała skulona na zimnej, cementowej podłodze, mocno obejmując kolana.
Jej usta były suche i popękane.
Jego twarz była blada.
Uklęknąłem obok niego.
„Ava… moja kochana. Jestem tutaj.”