„Przygotuj obiad. Jestem głodny.”
Galina prychnęła i wróciła do kuchni. Ojciec wrócił do gazety. Pasha zrozumiał: nie otrzyma pieniędzy.
Wrócił do swojego pokoju, przeliczył drobniaki z oszczędności, policzył starannie. Nie było ich dużo, ale może wystarczy…
Nie tracąc czasu, pobiegł do kwiaciarni.
Przez szybę zobaczył swoje białe kalii — lśniące, niemal jak porcelana, identyczne jak na zdjęciach. Zatrzymał się, wziął głęboki oddech i wszedł.
Sprzedawczyni spojrzała na niego chłodno.
„Czego chcesz? To nie sklep z zabawkami.”
„Wiem… chcę kupić kalii. Ile kosztuje bukiet?”
Wyłożył monety — ledwie połowa ceny.
„Proszę… na grób mamy. Dziś są jej urodziny. Mogę pracować dla pani, zamiatać, sprzątać… Proszę…”
Kobieta skrzywiła się.
„Jesteś szalony! Kwiaty nie są za darmo! Wynoś się, zanim zadzwonię po policję.”
Ale Pasha nie ustąpił. Musiał je mieć.
„Oddam wszystko, obiecuję!”
Wtedy do sklepu wszedł mężczyzna, widząc całą scenę.
„Co tu się dzieje? To dziecko, nie złodziej!”
Spojrzał na chłopca, który drżał w kącie, wycierając łzy.
„Cześć, jestem Yura. Co się stało? Chciałeś kupić kwiaty i ci nie pozwolono?