Teraz nie trzeba już grać od nowa — dziwne, że można zacząć grać w 1859 roku. W przypadku, który nazwano go uznanym, aw wieku 19 lat, po tym, jak trzy wnioski zostały zbadane przez jego ciało i wysunięte przez siebie wnioski, Thomas Bowmont Callahan zaczął wierzyć, że należy to wziąć pod uwagę. Miał 19 lat w 1859 roku, ale jego ciało nigdy nie wpływało na wiek. urodził się w 1840 roku, 2 miesiące przed terminam, podczas jednego z najzimniejsz … Zobacz więcej

Teraz nie trzeba już grać od nowa — dziwne, że można zacząć grać w 1859 roku. W przypadku, który nazwano go uznanym, aw wieku 19 lat, po tym, jak trzy wnioski zostały zbadane przez jego ciało i wysunięte przez siebie wnioski, Thomas Bowmont Callahan zaczął wierzyć, że należy to wziąć pod uwagę. Miał 19 lat w 1859 roku, ale jego ciało nigdy nie wpływało na wiek. urodził się w 1840 roku, 2 miesiące przed terminam, podczas jednego z najzimniejsz … Zobacz więcej

Zacząłem też przeglądać książki, o których mój ojciec nie wiedział, że znajdują się w jego bibliotece – tomy pozostawione przez poprzednich właścicieli lub przypadkowo dołączone do partii zakupionych na wyprzedażach majątkowych. Wśród nich znalazła się literatura abolicjonistyczna, formalnie nielegalna w Missisipi. „Opowieść o życiu Fredericka Douglassa” wydana w 1845 roku. „Chata wuja Toma” Harriet Beecher Stowe wydana w 1852 roku. Eseje Williama Lloyda Garrisona i innych abolicjonistów z Północy.

 

Czytałem te zakazane książki późnym wieczorem, gdy w domu panowała cisza, i głęboko mnie one zaniepokoiły. Dorastałem, akceptując niewolnictwo jako coś naturalnego, ustanowionego przez Boga, korzystnego zarówno dla pana, jak i niewolnika. Przekonanie, że zniewoleni ludzie są gorsi, dziecinni, niezdolni do samostanowienia – w to wierzyli i nauczali mnie wszyscy wokół.

 

Ale te książki przedstawiały inny obraz. Frederick Douglass pisał z inteligencją i elokwencją, które dorównywały każdemu białemu autorowi, jakiego czytałem. Opisywał okrucieństwo niewolnictwa, chłosty, rozdzielanie rodzin, wykorzystywanie seksualne, psychologiczne tortury związane z traktowaniem jak własność. „Chata wuja Toma”, mimo że jest fikcją literacką, przedstawiała horror niewolnictwa z druzgocącym wpływem emocjonalnym.

 

Zacząłem zauważać rzeczy, które wcześniej ignorowałem. Blizny na grzbietach rąk robotników rolnych. Sposób, w jaki twarze niewolników stawały się puste i uległe, gdy zbliżali się biali. Dzieci, które podejrzanie przypominały nadzorców mojego ojca. Kobiety, które znikały z pól na miesiące, a potem wracały bez dzieci, które najwyraźniej nosiły.

 

Ale nic nie zrobiłem z tymi obserwacjami. Byłem zbyt słaby, zbyt zależny, zbyt uwikłany w swój własny komfort, by rzucić wyzwanie systemowi. Powtarzałem sobie, że różnię się od innych właścicieli niewolników, że traktuję niewolników z większą życzliwością. Ale życzliwość nie sprawia, że ​​niewolnictwo jest mniej złe. Po prostu sprawia, że ​​właściciel czuje się lepiej, uczestnicząc w nim.

 

We wrześniu 1858 roku mój ojciec podjął kolejną próbę znalezienia mi żony. Skontaktował się z rodzinami spoza Missisipi – z Alabamą, Luizjaną i Georgią. Obniżył swoje standardy, zwracając się do rodzin o niższym statusie społecznym i zamożności. Oferował coraz hojniejsze posagi, gwarantując, że każda kobieta, która mnie poślubi, będzie żyła w luksusie i niczego jej nie będzie brakowało.

 

Odpowiedzi były wariacjami na ten sam temat. „Dziękujemy za hojną ofertę, ale Caroline jest już zaplanowana dla kogoś innego”. „Doceniamy Państwa zainteresowanie, ale uważamy, że to nie będzie odpowiednia kandydatka”. „Chociaż Państwa syn wydaje się być porządnym młodym człowiekiem, szukamy sytuacji z innymi perspektywami”.

 

To ostatnie było szczególnie okrutne. „Różne perspektywy” to grzeczny sposób na powiedzenie, że mąż może dać nam wnuki.

 

W grudniu 1858 roku mój ojciec przestał próbować. Większość wieczorów jedliśmy razem obiad w milczeniu. Brzęk srebra o porcelanę był jedynym dźwiękiem w ogromnej jadalni. Czasami patrzył na mnie z wyrazem twarzy, którego nie potrafiłem do końca odczytać. Z pewnością z rozczarowaniem, ale też z czymś w rodzaju desperacji.

 

Eksplozja nastąpiła w marcu 1859 roku. Był późny wieczór, a mój ojciec pił więcej niż zwykle. Byłem w bibliotece i czytałem „Rozmyślania” Marka Aureliusza, kiedy wpadł do środka.

 

„Thomas, musimy porozmawiać.”

 

Odłożyłem książkę. „Tak, ojcze.”

 

Usiadł ciężko, a bourbon chlupotał mu w kieliszku. „Mam 58 lat. Mogę umrzeć jutro albo przeżyć jeszcze 20 lat, ale tak czy inaczej, w końcu umrę. A kiedy umrę, co się z tym wszystkim stanie?”. Niejasno wskazał na pokój, dom i plantację za nim.

 

„Majątek trafi zapewne do naszego najbliższego krewnego płci męskiej. Kuzynka Roberta z Alabamy.”

 

„Kuzyn Robert” – warknął mój ojciec – „to niekompetentny pijak, który stracił dwie małe plantacje przez długi. Sprzedałby to miejsce w ciągu roku i przepił zyski. Wszystko, co zbudowałem, wszystko, co zbudował mój ojciec przede mną, przepadłoby”.

 

„Przykro mi, ojcze. Wiem, że nie takiej sytuacji chciałeś.”

 

„Przepraszam nie rozwiązuje problemu”. Wstał i zaczął chodzić po pokoju. „Przez 18 miesięcy próbowałem wszystkiego. 18 miesięcy szukałem żony, która zaakceptuje cię pomimo twojego stanu. Nikt tego nie zrobi. Nikt nie chce męża, który nie może spłodzić spadkobierców. Taka jest rzeczywistość”.

back to top